wtorek, 8 maja 2018

Holenderski rekonesans - okolice Maarssen

Termin: 22.04.2018
Miejsce: tereny opodal miasteczka Maarssen pod Utrechtem. Holandia.
Cel: rekonesans nowych miejsc, spokojny relaks przy kawie w terenie.

Praca w Holandii ma plusy ale też wiele minusów. Największym jest brak lasów i terenów do typowego survivalu lub bushcraftu. Jest dosłownie kilka kompleksów ale albo są to parki narodowe albo tereny prywatne otoczone z każdej strony kanałami z wodą lub siatką.
Korzystając z wolnego przedpołudnia udałem się jednak w końcu na mały rekonesans po okolicy w kierunku widocznego w googlach zadrzewienia.
 Gdy doszedłem na miejsce okazało się że przy wejściu jest tabliczka informująca że jest to... park. Ale zupełnie inny od tego co znamy z Polski. Teren dziki bez wybrukowanych uliczek, co jakiś czas tylko ławki lub drewniane mosty. Świetne miejsce. Dużo strumieni i zbiorników wodnych.






Sam park/las znajdował się na obrzeżach miasta i w końcu zaszedłem na przeciwległy kraniec gdzie było mniej osób. Zszedłem że ścieżki i udałem się w gąszcz. W końcu chwila łażenia po bezdrożu! Z zadrzewień wyszedłem na otwartą łąkę biegnąca wzdłuż autostrady. Przeszedłem kładką na drugą jej stronę celem odszukania miejsca nad znajdującymi się tam jeziorami miejsca do plażowania. Gdy przyjdą cieplejsze dni mam zamiar wybrać się tam popływać i wygrzać kości na słońcu więc przydałoby się zawczasu odnaleźć jakieś interesujące miejsca. 



Mając już upatrzoną plaże wróciłem tą samą drogą w kierunku parku. Po drodze zebrałem jeszcze garść młodych przypominających szparagi łodyg skrzypu na późniejszy obiad. Bez problemu odnalazłem miejsce w którym wcześniej opuścilem las i w zacisznym miejscu rozsiadłem się na powalonym konarze wśród drzew. Pobyt umilał zbiornik wodny jakieś 7 metrów dalej.
Miałem tego dnia ochotę na niezobowiązujacy relaks wśród drzew, mały rekonesans i zabawę nowym szpejem. Na plecach dźwigałem nowe nabytki kupione w sklepie laplander czyli przede wszystkim plecak Matylda od firmy Helikon projektowany wspólnie z Survivaltech (jest fejm). O plecaku opowiem na pewno szczegółowo na swoim blogu a na chwilę obecną dodam że jestem w pełni zadowolony z zakupu. Wygodny system nośny z szerokim pasem biodrowym (miałem już dość wąskich pasków które zazwyczaj nosiłem), dużą komorę główną i kilka dobrze rozplanowanych bocznych. Z jednej wyciągnąłem kociołek Zebra Billy Can 1.2l który pasuje do nich idealnie przy czym zostaje jeszcze trochę miejsca na drobne graty.  Z drugiej kieszeni wyciągnąłem filtr do wody Sawyera i z jego pomocą nabrałem trochę wody na przygotowanie kawy. Obsługa prosta, nie zajmuje dużo miejsca a na pewno jest to bardzo przydatna rzecz. Wstępnie porównalem wodę przed i po filtrowaniu i jest lekka różnica (mimo że woda i tak była bardzo czysta). W znalezionej puszce od napoju rozpaliłem półtorej tabletki paliwa stałego i wstawiłem wodę. Siedziałem oparty o drzewo słuchając ptaków i ciesząc oczy widokiem wiosny.


Korzystając z chwili czasu podostrzyłem na kieszonkowej osełce nóż i gdy byłem w połowie zorientowałem się że wygasł mi ogień. Niestety paliwo kupione na aukcji na allegro miało dość niską kaloryczność. Na następny raz w ruch pójdzie nieco bardziej markowy produkt bo w tym przypadku pół kubka wody męczyłem na łącznie trzech tabletkach (dwa razy po półtorej) ale... Tak na prawdę mi się nie spieszyło. Świetnie było oprzeć się o drzewo i chłonąć miejsce i chwilę. Czasem tyle potrzeba. Dodatkowo rekonesans nowych miejsc. Totalnie udane wyjście w teren.


Tradycyjnie zapraszam na swoją stronę na FB Każda Strona Świata FACEBOOK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz