poniedziałek, 11 marca 2019

Zupa pokrzywowa

Coraz więcej dni z temperaturą znacząco powyżej zera i powoli widać ślady rozpoczynającej się wiosny. Lekko zielone punkty na gałęziach, na ziemi przebiśniegi i krokusy a gdzieniegdzie widać już Ją. Pokrzywę. Własnie teraz na wiosnę będzie w idealnym momencie do zbioru na szybkie wykorzystanie i do suszenia. Własnie teraz zawiera najwięcej substancji o leczniczym działaniu i jest najdelikatniejsza co jest najbardziej pozytywne jeśli chodzi o konsumpcję.


Po powrocie z pracy wziąłem ze sobą torbę, nożyczki i rękawiczki (zimowych jeszcze nie schowałem) i ruszyłem nad płynąca w okolicy domu rzekę. Spomiędzy zeschłych zeszłorocznych chabazi gdzieniegdzie wychodziły już grupami świeże maksymalnie kilkucentymetrowe pędy pokrzywy (zbiór 04.03.). Wydaje mi się, że byłby to też ostatni termin na zbiór części podziemnych tej rośliny, póki jeszcze nie ruszyła na dobre wegetacja.


Kilka chwil skubania i gdy pół torby było już wypchane zawróciłem do domu a tam zajrzałem na regał po jedną z moich ulubionych książek po jakąś inspirację. Chodzi oczywiście o Dziką Kuchnię Łukasza Łuczaja. Odnalazłem przepis na zupę pokrzywową którą nieco zmodyfikowałem bo części składników nie miałem a część postanowiłem dodać w trakcie. Wyszło coś takiego:



Składniki:
- kilka garści młodej pokrzywy
- cebula
- nieduża marchew (wykorzystane tylko pół tej ze zdjęcia)
- duża łyżka mąki
- masło do smażenia
- czosnek
- bulion (miałem przygotowany w zamrażarce zagęszczony rosół mrożony w kostki)
- jogurt grecki zamiast śmietany
- przyprawy (sól, pieprz, majeranek)


Cebulę drobno pokroiłem i podsmażyłem na maśle. Gdy się zeszkliła, a w kuchni unosił się pyszny zapach dodałem dwie łyżki maki i wymieszałem robiąc zasmażkę


Gdy cebula dochodziła zalałem pokrzywę wrzątkiem. Znikają wtedy wszystkie właściwości parzące (podobnie działa np chwilowe opalenie nad ogniskiem). Potem drobno ją posiekałem i dorzuciłem do rondla z pokrojoną marchewką. Po wymieszaniu zalałem to bulionem (kilka kostek mrożonego rosołu rozpuszczone w gorącej wodzie)


Tutaj byłby idealny moment na wrzucenie pokrojonego w kostkę ziemniaka którego... akurat nie miałem w domu. Zamiast tego dodałem drobno pokrojony czosnek. Gdy marchewka była już miękka dolałem zahartowany wcześniej jogurt i można było podawać.



Strzał w dziesiątkę! Przy stole pomiędzy ciamkaniami słychać było tylko "łojejku jakie to dobre" .Przy najbliższej okazji idę po więcej pokrzywy. Na zupę i suszenie. Proste, tanie i zdrowe. Polecam!



Tradycyjnie zapraszam na swoją stronę na FB Każda Strona Świata FACEBOOK

1 komentarz: