czwartek, 8 czerwca 2017

Cześć!

Dziś chwila przemyśleń i może wylewania żali. A na pewno prośba i apel to Was wszystkich czytających to.



Niedawno cieszyłem się chwilą urlopu i w związku z tym pojechałem z plecakiem w Tatry. Nocleg w Zakopanem w bardzo fajnym hostelu (czyli było tanio i dobrze!) a rano po śniadaniu mandżur na plecy i w drogę. Celem pośrednim było Schronisko na Morskim Oku a ostatecznym Rysy. Ale zanim miałem próbować zdobyć najwyższy szczyt naszego Kraju czekała mnie długa i przyjemna droga. Na dojście wybrałem czerwony szlak z Cyrhli przez Psią Trawkę i Równień Waksmundzką. Naprawdę ciekawy szlak na wędrówkę i rozgrzanie mięśni. Pogoda jak to mówią "taka sobie". Niebo zasnute chmurami, szlak często we mgle a gdy nie było mgły to siąpiłą mrzawka lub momentami popadywało nieco mocniej. Ale może właśnie dzięki temu szlak był pusty. Nie spotkałem ani jednej osoby, czy to niedzielnego (był czwartek więc ciężko o niedzielnego ale wiecie o co mi chodzi) turysty, ani bardziej ambitnych wędrowców. Cisza, spokój i górski szlak w samym sercu Tatr. Aż ciężko uwierzyć w takie połączenie. Drogę na prawdę polecam każdemu.
Ale żeby dostać się nad Morskie Oko musiałem wejść jeszcze na drogę Oswalda Balzera z Palenicy Białczańskiej w okolicach Wodogrzmotów Mickiewicza. Tuż przed asfaltem spotkałem pierwszą grupę szkolną, ale dopiero wyjście na otwartą przestrzeń było szokiem, spowodowanym wcześniejszą wszechogarniającą ciszą. Co chwila grupy szkolne, wasągi jadące w górę i w dół, mniejsze grupki rodzinne lub studenckie. Nie tłum jednak mnie zaskoczył bo to normalna rzecz na takim szlaku jednak jego obojętność. Na moje "cześć" początkowo nikt nie odpowiadał.
Ale czemu właściwie witałem się z obcymi ludźmi? Bo to staaary górski zwyczaj pozdrawiać współwędrowców na szlaku. Kiwnąć głową, powiedzieć cześć lub dzień dobry, czasem zamienić kilka zdań o tym skąd i dokąd i jak warunki na drodze. Jedno słowo a dużo zmienia. Bo wędrówka po górach prócz samej przyjemności fizycznej zmienia także nas w środku. W pewien sposób uwrażliwia. A ten zwyczaj to wspaniała rzecz i właśnie kwintesencja górskiej podróży. Łączy pozornie obcych sobie ludzi którzy tego dnia dzielili wspólny trud ale też wszystkie te dobre rzeczy jak podziwianie mijanych miejsc, wyciszenie się, spędzenie dobrze czasu. A tam czułem się jakbym po prostu szedł zwykłym chodnikiem po mieście, tylko, że nieco bardziej pofałdowanym. Czułem się tam obco jak w jakimś bąblu, otoczony przez tłum typowych Januszu którzy wyszli na spacer w klapkach niezauważających innych wędrowców. Bez wspólnego dzielenia tego czasu jakim jest wspinaczka. Część patrzyło na mnie jak na dziwaka spojrzeniem mówiącym "o co mu chodzi". Przykre uczucie.

Ale. Zwykłym ludziom można to jeszcze wybaczyć. Mogą nie znać tego zwyczaju. Mogą być zajęci swoimi sprawami i znajomymi z którymi idą lub po prostu mieć to gdzieś, do czego mają prawo. Najdziwniejsze było dla mnie to, że moje "dzień dobry" było totalnie ignorowane przez blisko połowę przewodników prowadzących grupy szkolne. Osób którym na pewno nie jest to obce a które właśnie POWINNY DAWAĆ PRZYKŁAD młodzieży z którą idą. Zarażać ich pasją do gór i dobrymi zwyczajami. A nie starać się omijać innych wzrokiem. Może brzmi to jakbym chciał na siłę czuć się ważny. Zauważony. Chodzi mi raczej o to, że ten zwyczaj jest czymś na prawdę nieodłącznym na szlaku. Jak... jak dopychanie się serniczkiem po wigilijnej wieczerzy. Z jednej strony to tylko ciacho. Dodatkowe kalorie podczas festiwalu obżarstwa. Ale wyobrażacie sobie wigilijna kolację bez serniczka? Ja też nie!


Trzeba też oczywiście umieć zachować umiar. Gdy jedna osoba mija większą grupę wystarczy, że przywita się raz wysyłając to do całej grupy zamiast rozpoczynać litanię dzień dobry/cześć" do każdego uczestnika aż zabraknie śliny na języku.

"Cześć" pod sklepem w Wetlinie zaowocował dość ciekawym wieczorem.

Dlatego tutaj mój apel. Pozdrawiajmy się na szlaku! Powiedzmy mijanej osobie krótkie "cześć" i wymieńmy się uśmiechem. Pokażmy naszą kulturę. Połączmy się z tą drugą osobą w tym przyjemnym trudzie jakim jest górska wędrówka. Taka krótka chwila na prawdę pomaga nieść nawet najcięższy plecak. Sprawia, że wyjście w teren staje się czymś więcej niż tylko nabijaniem kilometrów.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz