piątek, 16 października 2015

Pojemniki i przyprawniki

Żeby życie miało smaczek...

Podczas ostatniego gotowania w lesie skusiłem się na zrobienie sosu z kaliny jako dodatku do obiadu. Co prawda w źródle w którym znalazłem informację o jadalności tej rośliny napisane było, że dobrze jest ją posłodzić przed podaniem, to pomyślałem jednak, że zaryzykuję i obejdzie się bez tego. Głównie z tej przyczyny, że w ogóle nie miałem ze sobą cukru. Nigdy więcej! Z czegoś co miało potencjał wyszła ohyda której nawet nie zjadłem. Pomyślałem, że do zestawu przypraw trzeba dodać w końcu znów cukier. A na terenową cukierniczkę znam świetny patent.

wtorek, 29 września 2015

Suszenie jabłek

Idzie jesień, a co za tym idzie, to coraz częstsza chlapa na dworze i rozpoczęcie sezonu grzewczego. Ale też liczne okazje do robienia zapasów. i sezon na jedne z moich ulubionych owoców - jabłek. W zeszłym roku gdy dostałem ich trochę z domu, to część automatycznie powędrowała do mojego przewodu pokarmowego. Część jednak postanowiłem zasuszyć.

W sklepach dostać można paczkowane suszone jabłka. Do wypieków, musli, wigilijnych kompotów lub bezpośredniego zajadania. Są jednak potwornie drogie! Więc dlaczego nie wysuszyć ich samemu w domu? Zrobić sobie zapas który będzie można potem dodawać do płatków lub zabrać w zimie do lasu na rozgrzewający napar.

piątek, 25 września 2015

Ogień

"Błogosławieni gościnę dający! gość wszedł;
Gdzie ma on zasiąść?
Śpieszno bardzo jest temu, kto koło ogniska
Ratunku szukać musi"
Pieśń Najwyższego (Havamal)


Wieczór. W lesie zaczyna robić się ciemno. Granatowo. W oddali, pomiędzy drzewami widać kilka błysków. Wśród coraz gęstszych ciemnościach widać mały krąg przybierający czerwoną barwę, oświetlony światłem bijącym z niewielkiego obozowego ogniska.


Ognisko. Kwintesencja sztuki leśnego obozowania. Daje ciepło. Daje jedzenie i wodę. Podnosi morale. Hipnotyzuje.

sobota, 22 sierpnia 2015

Marc Elsberg "Blackout"

Zamrugała powiekami
-Koszmar - jęknęła.
-Przyśnił Ci się?
-Nie, kiedy się obudziłam, znalazłam się w nim znów.
Blackout, Marc Elsberg


Prawda jest taka że nasze społeczeństwo jest śmiertelnie uzależnione. Jak ryba od wody. Bez niej umiera. Nie wierzysz? Wyobraźmy sobie sytuację.


W dzisiejszych czasach chyba tylko w nauczaniu w podstawówce i małopowierzchniowym rolnictwie możemy obyć się bez prądu. A reszta życia zawodowego? Praca przed komputerem, prace techniczne, większość usług, wszystkie sklepy, knajpy i restauracje. Wszystko jest zależne od prądu. A teraz wyobraź sobie że nagle w całym mieście siada prąd.






wtorek, 21 lipca 2015

Piwo z mniszka

-Mlecyk
Sid Epoka Lodowcowa


Reakcje i przemiany chemiczne zachodzą w nas nieustannie, nawet w teraz gdy czytasz te słowa. Są one motorem napędzającym nasze życie. Z biochemicznego punktu widzenia nie istnieje coś takiego jak śmierć. Przewrócone w lesie drzewo nie jest statyczne. Ono jest ciągle żywe pod postacią rozkładających je grzybów, i żerujących owadów. Wszystko się przeplata i łączy jak wąż Uroboros zjadający swój ogon, nie mając ani początku ani końca.

W życiu człowieka istnieje pewien szczególny rodzaj reakcji chemicznej. Mianowicie fermentacja. 

Spotkałem się kiedyś z takim opisem fermentacji. Małe robaczki jedzą sobie jedzonko a przy okazji wydalają z siebie ekstremeny. Normalka. Jak sobie podjedzą to mogą się rozmnażać. Gdy jest ich coraz więcej produkują coraz więcej ekstrementów, w których w końcu zaczynają się topić i umierają. Przykra śmierć, ale w ten oto sposób powstaje alkohol. Drożdże odżywiając się węglowodanami wydzielając przy okazji etanol. Sfermentować można prawie wszystko. Ba. W teorii alkohol uzyskać można nawet z tektury! To byłoby coś. Bimber z makulatury! Niestety kompletnie nieopłacalny z powodu konieczności stosowania różnych enzymów. Czy jakoś tak.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Placki z bzu czarnego

Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.
Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną"
Paracelsus


Z każdej strony jesteśmy otoczeni przez rośliny, ale niestety zazwyczaj się ich boimy. Tkwi w nas, często wpajane przez rodziców lub dziadków przeświadczenie, że o ile coś nie rośnie na grządce i nie jest uprawiane to musi być szkodliwe. A tak na prawdę we florze Polski roślin trujących jest bardzo mało. Jest sporo niejadalnych, czyli takich  które nie posiadają wartości odżywczych lub paskudnie smakują. Trzeba też pamiętać o tym co mówił Paracelsus w cytacie na początku tej strony. Istotna jest ilość i sposób podania. Surowe kartofle mogą być zagrożeniem dla życia. Lub alkohol. W małych ilościach może mieć właściwości prozdrowotne, natomiast przy większych... opuszczę szczegóły.

Gdy zagłębić się w temat okazuje się, że bardzo dużo z otaczających nas roślin można zjeść. Przedstawiłem ostatnio dwie: pokrzywę i pałkę. Dziś poruszę temat innej, łatwej do rozpoznanai przez każdego rośliny. Chodzi mianowicie o czarny bez Sambuculus nigra. Krąży o nim opinia iż jest rośliną trującą. I jest to trafna opinia. Jednak odnosząc się znów do cytatu Paracelsusa i tłumacząc go inaczej - "trzeba wiedzieć co i jak". I tak właśnie jest w przypadku bzu
Zdjęcie kradzione z Wikipedii

niedziela, 14 czerwca 2015

Budżetowy filtr do wody

"Był sobie diunida, którego zapytano: 
"Co jest ważniejsze, literion wody, czy ogromny zbiornik wody?".
Diunida pomyślał chwilę, a potem powiedział:
"Literion jest ważniejszy. Nie ma człowieka, który mógłby mieć na własność wielki zbiornik wody. A literion każdy może schować pod płaszczem i z nim uciec. I nikt się o tym nie dowie"."
Anegdoty dawnej Diuny

W piwie jest męstwo,
w winie jest mądrość,
a w wodzie są bakterie.
Mądrość ludowa, Autor nieznany

Gdy wychodzę w teren, nawet na krótką popołudniową wycieczkę wolę mieć przy sobie niewielką ilość szpeju którego wagi nawet nie poczuję, niż gdybym miał wracać do domu w złym humorze. Kilka rzeczy które zmieszczą się w kieszeniach, w torbie na ramie lub wypełnią dno plecaka. Jedną z takich rzeczy jest woda. Wolę zabrać ze sobą niezawadzającą półlitrową butelkę, niż w drodze powrotnej wypatrywać z językiem na brodzie sklepu. 

To na krótkich spacerach. A co gdy trzeba się wybrać na większą wyprawę. Przy wędrówce z noclegiem na bezludziu lub podczas łażenia po górach woda jest największym skarbem, którego nigdy mało, ale jednocześnie z każdym dodatkowym ładunkiem w plecaku, ramiona wołają o litość i trzeba liczyć się z każdym gramem.

W trosce o swoje plecy na przyszłość oraz o to żeby każde wyjście było miłym wydarzeniem, a nie myśleniem o wpijających się w ramiona szelkach staram się minimalizować noszony sprzęt. Chociaż ciagle się uczę to w pewnym stopniu po kilku latach szwędania się po lasach wiem co jest zbędne, a czego potrzebuję (oj pamiętam pierwszą wycieczkę w Bieszczady, stary psiwór i olbrzymią latarkę większą od miecza świetlnego w której... szybko padły baterie). Niestety woda zajmuje razem ze śpiworem najwięcej miejsca w plecaku i dodatkowo sporo waży.