Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szpej. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2025

Światło na każdą okazję - Fenix HM61R v2.0

 

Witam serdecznie

Dziś chciałbym Wam przedstawić moje przemyślenia o latarce którą mogę spokojnie nazwać swoją ulubioną zarówno spośród tych które były moją własnością, jak i tych które tylko testowałem, a mowa o latarce Fenix HM61R



sobota, 26 sierpnia 2023

Pustynia Błędowska 17-18.04.2022

O miejscu jakim jest Pustynia Błędowska słyszałem już wiele lat temu jeszcze gdy mieszkałem na Roztoczu, chyba na stronie Zielona Kuchnia która dziś jest już niedostępna. Największa w Polsce pustynia w dodatku na takim wypasie, że kręcili na niej film Faraon. Niestety częściowo zarastająca więc trzeba było się spieszyć. A, że jakiś czas temu przeprowadziłem się na do województwa śląskiego więc siłą rzeczy miejsce to awansowało na liście miejsc do odwiedzenia. Początkowo planowałem tylko przemaszerować ją wzdłuż ale w okolicy świąt wielkanocnych trafiła się okazja na nockę w terenie więc załadowałem plecak i ruszyłem w drogę. 
Prócz krótkiej relacji chciałbym Wam też przedstawić kilka rzeczy które pojawiły się jakiś czas temu w moim szpeju. Zaczynamy.

wtorek, 8 maja 2018

Holenderski rekonesans - okolice Maarssen

Termin: 22.04.2018
Miejsce: tereny opodal miasteczka Maarssen pod Utrechtem. Holandia.
Cel: rekonesans nowych miejsc, spokojny relaks przy kawie w terenie.

Praca w Holandii ma plusy ale też wiele minusów. Największym jest brak lasów i terenów do typowego survivalu lub bushcraftu. Jest dosłownie kilka kompleksów ale albo są to parki narodowe albo tereny prywatne otoczone z każdej strony kanałami z wodą lub siatką.
Korzystając z wolnego przedpołudnia udałem się jednak w końcu na mały rekonesans po okolicy w kierunku widocznego w googlach zadrzewienia.

wtorek, 28 marca 2017

Gdy zgubimy szczoteczkę

Zęby to taka dość dziwna część naszego ciała. Z jednej strony jest to tkanka kostna, która potrafi przetrwać tysiące lat, palą się dopiero w temperaturze blisko tysiąca stopni a żeby się w nie wwiercić potrzeba wiertła z diamentów. Wymiękają za to gdy trzeba im się zmierzyć z cukrem... Normalnie jakiś wybryk natury. Lub błąd w programowaniu Matrixa. Podobnie jak to, że zazwyczaj zawód stomatologa, kojarzonego z bezwzględnym sadystą wykonują kobiety. I to z wyglądu takie, że nie podejrzewałbyś ich o to mijając na ulicy.

niedziela, 15 stycznia 2017

Niech stanie się Światłość - Olight i3E EOS

Ostatnio na swoim blogu popełniłem wpis o latarce Mactronic Nomad i o tym, że dobra latarka w terenie i w domu to ważna rzecz. Nie jest ona dużych rozmiarów jednak noszenie jej na co dzień w torbie/plecaku bywa problematyczne bo nie zawsze noszę to samo ze sobą i trzeba przepakowywać a wtedy łatwo czegoś zapomnieć. Co prawda zawsze i do pracy i w teren noszę przy pasku niewielką nerkę, ale pakowanie do niej czołówki sprawia, że staje się dość wypchana i brakuje miejsca na inne rzeczy. Dlatego jakiś czas temu wyposażyłem się w nową mini latarkę przeznaczoną właśnie do noszenia codziennie ze sobą w nerce. Jest nią wymieniony w tytule Olight i3E EOS. Mam ją może krócej niż Nomada ale minęło już blisko pół roku jak zakupiłem ją w znanym sklepie militaria.pl więc czas napisać o niej kilka słów.


poniedziałek, 7 listopada 2016

Niech stanie się Światłość - Mactronic Nomad

O tym jak ważnym elementem ekwipunku jest dobra latarka nie muszę chyba nikogo przekonywać. Ja swojej latarki szukałem pewien czas popełniając po drodze kilka potknięć ale odkąd ją zakupiłem kilka lat temu to towarzyszy mi ona zarówno w terenie jak i na co dzień. Jest to czołówka Nomad firmy Mactronic. Noszę ją już ponad dwa lata więc pomyślałem, że to dobry czas żeby przygotować tekst o tym zacnym elemencie ekwipunku. Bo co to za test napisany tydzień po zakupie. To raczej recenzja (które też są dobre!). A sprzęt najlepiej weryfikuje użytkowanie a nie specjalne testy. 

wtorek, 27 września 2016

Awaryjna rozpałka

Czasem przychodzi taki dzień kiedy nic się nie udaje. Podczas wędrówki zacznie siąpić deszcz, wpadniemy po kolano w wodę lub urwie się szelka od plecaka. Lub wszytko naraz. Czasem może to być problem z rozpaleniem ognia bo... bo taki był dzień. A na ogniu bardzo nam zależało chociażby po to żeby się wysuszyć, poprawić morale, zjeść coś ciepłego. Spróbować przeżyć przy siarczystym mrozie. I jak na złość nigdzie w pobliży nie ma słynnej kory brzozowej a cały ekwipunek jest przemoczony. Właśnie na takie sytuacje dobrze mieć zapakowaną gdzieś na dno plecaka lub jeszcze lepiej - noszonej zawsze przy pasku ładownicy przygotowaną niezawodną wodoodporną rozpałkę. Przepisów na to jest wiele i przysłowiowej Ameryki tutaj nie odkrywam ale jak wspomniałem wyżej, warto mieć takie coś w ekwipunku więc postanowiłem i dla siebie przyszykować.

sobota, 6 sierpnia 2016

Prześcieradło do śpiwora. Czy używać oraz dlaczego odpowiedzią jest - "tak".

Mam pewną cechę. Nie wiem czy to wada czy zaleta ale do niektórych nowości podchodzę bardzo często raczej z dystansem. Cytując pewną Panią z internetowego filmiku "komu to potrzebne? a dlaczego?". Tylko bywa czasem tak, że ten dystans do tematu stopniowo się zmniejsza, aż któregoś dnia dochodzę do wniosku, że to jest świetna rzecz i coraz ciężej jest niezabierać tego ze sobą w teren. Miałem w życiu kilka takich przepraw ale dziś chciałem poruszyć temat może i banalnej sprawy jakąś jest wspominane w tytule prześcieradło do śpiwora.

Gdy pewnego razu natknąłem się na to przechadzając się alejkami w decathlonie pomyślałem sobie właśnie coś w stylu "a komu to potrzebne?". Bo przecież mam śpiwór itd. No i cena za kawałek materiału oferowana w tym sklepie nie zachęcała mojej (wtedy jeszcze) studenckiej kieszeni. Ale ziarno zostało zasiane i gdy przy innej okazji, będąc w decathlonie zobaczyłem takie prześcieradło na promocji to postanowiłem je wziąć. Towarzyszyło mi już na wielu nockach i w końcu pomyślałem, że coś o nim naskrobię


Plusy:
- Dzięki dodaniu jeszcze jednej warstwy materiału oraz dodatkowej warstwy powietrza nieznacznie wzrasta komfort nocowania i jest nam po prostu cieplej (lub w drugą stronę - spada temperatura do jakiej dedykowany jest śpiwór)
- Człowiek podczas snu się poci. Dodatkowo w terenie nawet jeśli się staramy to ciężko jest nie nanieść ze sobą do posłania pyłu, błota, ściółki. Gdy mamy prześcieradło to cały ten syf zostaje na nim, a prześcieradło jest o wielokroć łatwiej uprać niż cały śpiwór. Dodatkowo pranie śpiwora pogarsza jego jakość, wiec im rzadziej tym lepiej.
- Gdy jest dostatecznie ciepło można użyć do spania samego prześcieradła przykrywając się nim jak kołdrą.
- Jadąc koleją w pociągu sypialnym, bądź korzystając z hosteli dostajemy tam pościel. Czasem jednak względy higieniczne przemawiają za tym żeby jednak podścielić czymś swoim.

Minusy:
- Waga/objętość - może nie takie prześcieradło to nie olbrzym ale jednak swoje miejsce w plecaku zabiera, a jeśli chodzi o wagę to grosz do grosza... Wersje jedwabne oczywiscie zajmują mniej miejsca i wagi ale również więcej trzeba w nie zainwestować.
- Trzeba nabrać wprawy i każdorazowo poświęcić trochę czasu na wejście/wyjście ze śpiwora


Jak dla mnie jest to ostatnio niezbędny element przy wędrówkach połączonych z nocowaniem. 

środa, 4 maja 2016

Kociołek a'la Zebra

Odjeżdżając, świsnęli jeszcze kociołek z płotu za kuźnią.
 Kociołek był lekko dziurawy, ale wiedźmin zalutował go Znakiem Igni

Miecz przeznaczenia; Trochę poświecenia Andrzej Sapkowski


Każdy kto lubi leśne bytowanie umie docenić to czym jest gotowanie na ognisku. Nawet wśród osób nieobytych z biwakami ciężko znaleźć kogoś kto nie lubiłby pieczenia kiełbasek nad ogniskiem. Ba! Nawet wegetarianie przyłączają się do tego misterium nadziewając na kijek kromkę chleba lub jabłko.

Ci bardziej zapaleni w wędrowanie lub obozowanie dojdą zazwyczaj w końcu do wniosku, że patyk na kiełbaskę to jednak za mało. Że potrzebują jakiegoś naczynia do ugotowania czegoś bardziej treściwego lub chociażby zagrzania wody na herbatę. Tak zacznie się ich mozolna wędrówka w poszukiwaniu Tego Jedynego. Zmierzą się z niezliczoną ilością kociołków wiszących, stojących i lewitujących. O kształcie wysokim lub przysadzistym. Okrągłych lub anatomicznych (o przekroju nerki). Zjedzą obiad z menażek wszystkich armii świata by znaleźć ten jedyny, upragniony Garnek.

środa, 30 grudnia 2015

Rozpalanie ognia: Krzesiwo kute.

Przyszła kolej na mój ulubiony (jak na razie) sposób rozpalania ognia. Pamiątka po czasach gdy brałem czynny udział w rekonstrukcji historycznej czyli kute krzesiwo tradycyjne. Nie jest to metoda niezawodna jak krzesiwo współczesne. Nie jest to sposób szybki jak zapalniczka. Ale ogień rozpalony w ten sposób jest jakby bardziej... żywy. Trzeba się nad nim dużo bardziej napracować. Przygotować każdy element. Wyczekać na jedną iskrę. Rozdmuchać hubkę. I cieszyć się gdy w dłoni wybuchnie ogień


wtorek, 1 grudnia 2015

Krzesiwo współczesne

Kolejny krok w kierunku okiełznania ognia. Tym razem kilka słów o współczesnych krzesiwach i ich użyciu. Oraz ponownie o korze brzozowej w kwestii uzyskiwania ognia.


piątek, 27 listopada 2015

Winter is coming, czyli sorry, taki mamy klimat.


Szkoda, że nie mam... A nie! Mam!
Kapitan Tytus Bomba


Witam Wszystkich.
Tematem tego posta będą pewne wydarzenie z zimy 2013-14, oraz sprawa bycia czujnym/czuwającym! (Czuwaj! - odpowiedź polskich harcerzy na scoutowskie  be prepered).  Nie uważałem się nigdy za prepersa, ale mimo to sądzę, że pewne przedmioty dobrze jest mieć pod ręką bo się po prostu przydają. Kiedyś kolega powiedział mi, że jego dziadek powiedział mu, iż mężczyzna powinien mieć zawsze w kieszeni scyzoryk i zapałki. Maksyma ma już wiele lat, ale pozostaje wciąż aktualna. A historia która mówi o tym, że warto być przygotowanym przedstawia się następująco.

piątek, 16 października 2015

Pojemniki i przyprawniki

Żeby życie miało smaczek...

Podczas ostatniego gotowania w lesie skusiłem się na zrobienie sosu z kaliny jako dodatku do obiadu. Co prawda w źródle w którym znalazłem informację o jadalności tej rośliny napisane było, że dobrze jest ją posłodzić przed podaniem, to pomyślałem jednak, że zaryzykuję i obejdzie się bez tego. Głównie z tej przyczyny, że w ogóle nie miałem ze sobą cukru. Nigdy więcej! Z czegoś co miało potencjał wyszła ohyda której nawet nie zjadłem. Pomyślałem, że do zestawu przypraw trzeba dodać w końcu znów cukier. A na terenową cukierniczkę znam świetny patent.

niedziela, 14 czerwca 2015

Budżetowy filtr do wody

"Był sobie diunida, którego zapytano: 
"Co jest ważniejsze, literion wody, czy ogromny zbiornik wody?".
Diunida pomyślał chwilę, a potem powiedział:
"Literion jest ważniejszy. Nie ma człowieka, który mógłby mieć na własność wielki zbiornik wody. A literion każdy może schować pod płaszczem i z nim uciec. I nikt się o tym nie dowie"."
Anegdoty dawnej Diuny

W piwie jest męstwo,
w winie jest mądrość,
a w wodzie są bakterie.
Mądrość ludowa, Autor nieznany

Gdy wychodzę w teren, nawet na krótką popołudniową wycieczkę wolę mieć przy sobie niewielką ilość szpeju którego wagi nawet nie poczuję, niż gdybym miał wracać do domu w złym humorze. Kilka rzeczy które zmieszczą się w kieszeniach, w torbie na ramie lub wypełnią dno plecaka. Jedną z takich rzeczy jest woda. Wolę zabrać ze sobą niezawadzającą półlitrową butelkę, niż w drodze powrotnej wypatrywać z językiem na brodzie sklepu. 

To na krótkich spacerach. A co gdy trzeba się wybrać na większą wyprawę. Przy wędrówce z noclegiem na bezludziu lub podczas łażenia po górach woda jest największym skarbem, którego nigdy mało, ale jednocześnie z każdym dodatkowym ładunkiem w plecaku, ramiona wołają o litość i trzeba liczyć się z każdym gramem.

W trosce o swoje plecy na przyszłość oraz o to żeby każde wyjście było miłym wydarzeniem, a nie myśleniem o wpijających się w ramiona szelkach staram się minimalizować noszony sprzęt. Chociaż ciagle się uczę to w pewnym stopniu po kilku latach szwędania się po lasach wiem co jest zbędne, a czego potrzebuję (oj pamiętam pierwszą wycieczkę w Bieszczady, stary psiwór i olbrzymią latarkę większą od miecza świetlnego w której... szybko padły baterie). Niestety woda zajmuje razem ze śpiworem najwięcej miejsca w plecaku i dodatkowo sporo waży.


środa, 8 kwietnia 2015

Wielkanocny spacer i nowa zabawka

"Sam poprawił worek na swoich plecach i zastanowił się z niepokojem,
 czy czegoś nie pominął, zaczął sobie w duchu przypominać wszystkie rzeczy, 
które wpakował do worka: skarb najważniejszy - sprzęt kuchenny (...)"
J.R.R. Tolkien Drużyna Pierścienia

Całkiem niedawno dostałem wspaniały prezent, o którym marzyłem. Składaną kuchenkę ekspedycyjną. Doszedł do tego jeszcze świąteczny powrót do domu. Byłoby grzechem nie wyskoczyć w teren (oczywiście po dopełnieniu domowych obowiązków). Od razu zastrzegę, że, przynajmniej dla mnie, nie jest to typowy test sprzętu których pełno w internecie. Dostałem wspaniały prezent, spędziłem świetny dzień i pomyślałem żeby podzielić się tym w tych kilku słowach.

środa, 28 stycznia 2015

Podwieszanie plecaka

Zimy co prawda nie widać, ani na termometrze ani tym bardziej na chodnikach, ale w każdej chwili znów może sypnąć. A wtedy nic tylko iść w teren. Pojawia się jednak problem, bo gdy tylko zdejmiemy plecak żeby trochę odpocząć od marszu i postawimy go na ziemi, to od razu przyczepi się do niego śnieg, który wyląduje potem prosto na plecach. A co gdy będziemy chcieli rozbić obóz i coś pogotować lub spędzić tam całą noc? Dotyczy to nie tylko zimy bo i przez cały rok możliwości uświnienia plecak jest multum i czasem po jednym wyjściu jest on w stanie dalekim od czystości. Ja poradziłem sobie z tym w sposób. 

Potrzebowałem:
- sznurka
- karabińczyka
- i oczywiście plecaka do powieszenia

No ale. Przecież plecaki mają takie sprytne, fabrycznie doszyte u góry uchwyty do trzymania w dłoni. Racja. Ale tego sposobu mogę używać również wtedy gdy najwygodniej byłoby mi zawiesić go na zbyt grubych gałęziach, lub wokół pnia. Albo na rozwieszonej już lince od plandeki biwakowej, której nie ma sensu co chwilę rozmotywać. Cóż może to i wyważanie otwartych drzwi...
Przechodząc do meritum (które niestety będzie krótsze niż wstęp). Na wspomnianym sznurku robimy pętelki na obu końcach. Potem przekładamy go wokół wybranej gałęzi. Na linkę zawieszamy plecak i łączymy ją karabińczykiem. Gotowe.












Zapraszam na swoją stronę na FB Każda Strona Świata